Trociowa przygoda Łukasza

Ten wędkarski sylwester nowo rozpoczynającego się sezonu był coraz bliżej, a każdy dzień oczekiwania dawał coraz to większą nadzieję na spotkanie z tą przepiękną rybą.

Jak wiadomo, troć nie jest rybą łatwą do złowienia. Trzeba poświęcić wiele trudu i godzin spędzonych nad wodą. Nawet dla łowiących regularnie ten gatunek, każdy sezon jest lekcją nauki, z których starają się wyciągać jak najwięcej wniosków, a jak wiadomo trzeba mieć również troszkę wędkarskiego szczęścia. Przed wyprawą musiałem oczywiście pomyśleć o tym, gdzie będę łowił, ułożyć jakiś plan i ruszać w bój.  Wybór łowiska padł na Drwęcę, zatem w drogę!

    

Pierwszego stycznia o godzinie trzeciej wyruszyliśmy z kolegą Antkiem do Lubicza w poszukiwaniu troci, którą można łowić już od świtu w Nowy Rok. O godzinie szóstej z minutami byliśmy już na miejscu, na zewnątrz lekko na minusie, idealnie, bo na granicy zamarzania przelotek i bez problemu można było łowić na plecionkę. Machanie wędką zaczęło się parę minut po siódmej przy moście autostradowym. Próbę skuszenia troci do brania rozpocząłem od moich najlepszych przynęt, niestety nie przynosiło to pożądanego efektu. O godzinie dwunastej po oddaniu tysiąca rzutów i kilku zmianach miejscówek, ruszyliśmy pod zaporę w Lubiczu. Nowa miejscówka, nowa nadzieja, walka trwa!

    

Pod zaporą brak wolnego miejsca, szybka decyzja i schodzimy w dół rzeki w kierunku mostu kolejowego. Malownicza rzeka Drwęca i obrazy jej nabrzeża, strome i wysokie burty, zwalone drzewa w wodzie, piękne ostre zakręty rzeki, aż pachniały pływającymi tam trociami. Po dotarciu pod most, poczekaliśmy na ulubiona miejscówkę obrzucając jej okolice, po 30 minutach ku naszej uciesze Nasze ulubione miejsce się zwolniło. No i proszę, miejscówka okazała się strzałem w dziesiątkę!

Po dziesięciu minutach przynęta leci pod konar powalonego drzewa po drugiej stronie rzeki, spływa z nurtem 2 metry i na środku głębokiej rynny następuje uderzenie, szybkie zacięcie, rybka odjeżdża z nurtem na 10-15 metrów i jestem szczęśliwy. Od razu zorientowałem się, że ryba jest duża. Piękna 70 cm troć. Lądowanie w podbieraku z lekkimi trudnościami (nie bardzo chciała się zmieścić), po krótkiej sesji zdjęciowej rybka wróciła do wody. Jak wiadomo podniosło to nasze morale, a szczególnie moje. Nadzieja umiera ostatnia!

  

Podsumowując dwa dni poszukiwań: niezliczona ilość rzutów, kilka straconych przynęt, jedna ryba przechytrzona na wahadło, około 200-300 osób nad wodą i słyszeliśmy o 13 rybach  :) Podczas całej tej wyprawy, dało się czuć naprawdę bardzo dobrą atmosferę panującą nad wodą. Napotykani wędkarze życzliwie dzielili się informacjami o złowionych trociach i życzyli tradycyjnego „połamania kija". Była to dla mnie bardzo dobra lekcja, Drwęca jest przecież przepięknym łowiskiem. Wiem natomiast, że czuje się wygrany, wracamy za rok :)

Łukasz P.

Wasze komentarze (0)